Jak się łamać, to z głową
26 lutego 2008, 18:05 Komentarzy: 0 |
Ocena: 4.00 (1 głos)
Autor: Bernadetta Milska
Jak doniosły media, tylko w czasie ferii (od 15 stycznia) i tylko zakopiańscy lekarze zużyli aż pięć ton gipsu, by poskładać ok. 2 tysiące połamanych narciarzy.
W szczycie, który przypadł na dwa ostatnie tygodnie ferii, do zakopiańskich szpitali trafiało ich około 150 dziennie.
Ruch w interesie mieli też ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zwieźli podczas tych ferii ze stoków narciarskich ponad tysiąc osób. Według zastępcy naczelnika TOPR Adama Maraska, do tak dużej ilości wypadków przyczynił się tłok na zakopiańskich stokach.
Pechowcy, którym przytrafiło się nieszczęście po naszej stronie granicy, mogą mówić o szczęściu, bo nie musieli wykładać gotówki za leczenie, a czasem i transport do szpitala; wszystko finansował Narodowy Fundusz Zdrowia.
Takiego szczęścia nie mieli Polacy ratowani na Słowacji. Większość z nich prawdopodobnie będzie musiała zapłacić za pomoc i nie będą to zapewne małe pieniądze. Jak informuje „Gazeta Krakowska”, słowackim odpowiednikom naszych GOPR-owców, polscy turyści i narciarze są im winni 2,5 mln koron czyli prawie 83 tys. zł za akcje ratunkowe z udziałem śmigłowca.
Słowacy od lat nie mogą doprosić się zwrotu kosztów. Zapowiedzieli już, że wystąpią w Polsce na drogę sądową i będą się domagać egzekucji długów z ostatnich trzech lat.
Przez ten czas w słowackich Tatrach ratowali oni 30 Polaków, transportowanych potem śmigłowcem do szpitali, a godzina lotu śmigłowca to do 3600 euro.
Nieszczęśnikom można by współczuć, gdyby nie to, że sami są sobie winni. Gdyby zadbali o to, by mieć ze sobą Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, która zastąpiła od początku 2006 r. formularz E-111 wydawany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, przysługiwałaby im darmowa pomoc medyczna na terenie Słowacji i pozostałych krajów Unii Europejskiej. Mogli też ubezpieczyć się na własną rękę, co nie przekracza na ogół kilku złotych dziennie.